Benchmade 551 Griptilian

In PL, Recenzja by Wojtek | Leave a Comment

Kiedy potrzeba, a może raczej chęć zmiany RATa na nóż z trochę wyższej półki „zapukała” do mych drzwi nie zastanawiałem się długo. Poczekałem tylko, aż odpowiedni kolor pojawi  się na bazarku Knives.pl i tak o to Benchmade Griptillian 551 w kolorze pomarańczowym zagościł w mojej kieszeni. Po 1,5 roku zasłużył sobie na porządną recenzję, na którą serdecznie zapraszam.

UWAGA! Ten tekst dostępny jest w formie, w której został oryginalnie opublikowany na naszej starej stronie – wanderer.net.pl. Nie zdążyliśmy jeszcze odświeżyć go do poziomu prezentowanego przez inne recenzje na GI, także jakość tekstu i zdjęć może odstawać od poziomu prezentowanego przez resztę strony, a na końcu brakuje oceny.

Nóż został wykonany w USA przez firmę Benchmade, a projektantem był ceniony przez wielu Mel Pardue o czym informuje nas logo na klindze. Co ciekawe, zyskał na tyle dużą popularność, że firma Benchmade postanowiła udostępnić klientom możliwość szerokiej personalizacji narzędzia. Oczywiście oryginalność kosztuje – za zmiany trzeba dodatkowo zapłacić.

Warto wspomnieć, że nóż przychodzi do nas w naprawdę ładnym opakowaniu, a w zestawie dostajemy woreczek, który niestety gdzieś mi się zapodział.

Rękojeść

Rękojeść została zrobiona z tworzywa o nazwie Valox. Plastik jest odporny na zarysowania i dobrze znosi zmiany temperatur. Od środka konstrukcja wzmocniona została stalowymi linersami, które jednak nie są pełne (całkowite), a częściowe. Taki zabieg pozwolił zachować akceptowalną wagę pod kątem zastosowań EDC. Plastik jak i linersy w strategicznych miejscach zostały pokryte ząbkami, tak by ręka nie ześlizgiwała się z Griptiliana w bardziej ekstremalnych warunkach niż odpakowywanie paczki w zaciszu własnego domu. Dla niektórych ząbkowanie może wydawać się nieco zbyt agresywne,  jednak dla mnie jest w sam raz. Co warto wspomnieć karbowanie znajduje się również pod klipsem.  W związku z tym musimy liczyć się z tzw. rwaniem kieszeni. Prosty kształt i dość pękata budowa zapewniają doskonały chwyt. To wszystko składa się na fantastyczną ergonomię chwytu. Projektanci nie zapomnieli też o dziurce na „ogon” z paracordu.

Klips

Fabrycznie klips został pomalowany na czarno. Farba jednak schodzi z niego bardzo szybko, przez co Benchmade Griptilian wygląda nieestetycznie. Polecam zatem ją zdjąć lub zrobić stonewash, wtedy całość prezentuje się znacznie lepiej. Łatwość wpinania noża w krawędź kieszeni jest znakomita. Wyciąganie też nie sprawia żadnych problemów.  Trzeba zaznaczyć, że klips ten z pewnością nie należy do typu deep carry-  ponad krawędź kieszeni wystaje spora część noża. Niektórym to przeszkadza innym nie, plusem jednak jest to, że jest za co chwycić przy dobywaniu narzędzia. Mamy możliwość przykręcenia klipsa po obu stronach,  jednak tylko w pozycji tip up – dla mnie optymalnej.

UWAGA! Ten tekst dostępny jest w formie, w której został oryginalnie opublikowany na naszej starej stronie – wanderer.net.pl. Nie zdążyliśmy jeszcze odświeżyć go do poziomu prezentowanego przez inne recenzje na GI, także jakość tekstu i zdjęć może odstawać od poziomu prezentowanego przez resztę strony, a na końcu brakuje oceny.

Blokada

Firma Benchmade zaopatrzyła swój nóż w blokadę axis lock. Z początku miałem obawy, że będzie bardzo wrażliwa na wszelkie zapiaszczenia czy inne zanieczyszczenia mogące przyblokować mechanizm. Żadne problemy jednak się nie pojawiły. Mechanizm działa płynnie- nie zacina się. Wygoda obsługi samej blokady też jest bardzo wysoka. Jej dodatkowym atutem jest możliwość otwierania noża za jej pomocą. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, a klikanie nożem w taki sposób to sama przyjemność. Jedyne złe opinie jakie słyszałem na temat blokady to pękające „omegi” (sprężyny), jednak nigdy się z tym nie spotkałem w moim nożu, tak więc ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć na ten temat.

Ostrze

Otwierane dwustronnym kołkiem (lub jak wcześniej wspomniałem blokadą) prawie dziewięciocentymetrowe ostrze o profilu drop point poradzi sobie z większością zadań jakie przed nim postawimy. Stal 154CM gruba na 3 mm zapewnia dobrą agresję cięcia oraz przyzwoite trzymanie ostrości.  Na ostrzu znajdziemy logo Mel’a Pardue, z drugiej strony motyl – znak rozpoznawczy Benchmade’a. W nożu znajdziemy ostry czubek – mniej precyzyjny niż ten z Pająków – za to bardziej wytrzymały.

Podsumowując

UWAGA! Ten tekst dostępny jest w formie, w której został oryginalnie opublikowany na naszej starej stronie – wanderer.net.pl. Nie zdążyliśmy jeszcze odświeżyć go do poziomu prezentowanego przez inne recenzje na GI, także jakość tekstu i zdjęć może odstawać od poziomu prezentowanego przez resztę strony, a na końcu brakuje oceny.

Benchmade Griptilian sprawdzi się bardzo dobrze, przy wszelkiego rodzaju zadaniach jakie przed nim postawimy. Mam wrażenie, że hasłem przewodnim tego noża jest uniwersalność. Nie ma jednak produktów idealnych. Po pewnym czasie noszenia w mieście nóż zaczął mi trochę przeszkadzać w kieszeni. Winna była dość pękata rękojeść, która dawała się odczuć w kieszeni, jak również klips, sprawiający, że nóż w kieszeni siedzi naprawdę wysoko. Co jest jednoznaczne z rzucaniem się w oczy. Wymieniłem więc Gripka na Kershawa Linka, ale tylko do miasta… 551 nadal pozostaje wiernym kompanem wszelkich eskapad na łono natury. Zabieram go ze sobą zawsze, czy to solo, czy jako uzupełnienie fixa. Wtedy nie do przecenienia jest kolor ułatwiający lokalizację narzędzia, bardzo dobrze wypełniająca rękę rękojeść oraz mocowanie pozwalające na szybkie i łatwe dobycie noża. Z pewnością mogę polecić ten nóż; w szczególności osobom sporo obcującym z przyrodą, poszukującym wytrzymałego, lekkiego narzędzia, które nie zawiedzie ich nawet w trudnych warunkach.

Pozostaje tylko dodać, że jeżeli miałbym kupić ten nóż po raz drugi to wybrałbym wersję 555HG. Różnicą jest ostrze, które ma otwór zamiast kołka i zdecydowanie bardziej atrakcyjny kształt – przynajmniej dla mnie.

1978410
Zdjęcie pochodzi z bladeforums.com

~Wojtek

Related Post

About the Author

Wojtek

Last updated on

Dodaj komentarz