Krzesiwo Light My Fire Army

In PL, Recenzja by Jawor | Leave a Comment

Na stronie zostało już zrecenzowane jedno z bardziej interesujących pełnowymiarowych krzesiw – Exotac polyStriker XL. Teraz przyszła pora na recenzję drugiego z krzesiw budzących spore zainteresowanie w internecie. Mowa o szwedzkim Light My Fire Army, grubszej wersji produkowanego przez firmę LMF krzesiwa (druga to chudszy Scout).

UWAGA! Ten tekst dostępny jest w formie, w której został oryginalnie opublikowany na naszej starej stronie – wanderer.net.pl. Nie zdążyliśmy jeszcze odświeżyć go do poziomu prezentowanego przez inne recenzje na GI, także jakość tekstu i zdjęć może odstawać od poziomu prezentowanego przez resztę strony, a na końcu brakuje oceny.

Jest to nowszy model ze zmienionymi uchwytem i iskrownikiem. Swedish FireSteel Army to model typowo szwedzki, składa się z oddzielnego iskrownika i pręta.

Pręt nie jest tak miękki jak w Exotacach. Jego twardość jest kompromisem pomiędzy długim użytkowaniem, a ilością iskier. Średnica wynosi ok. 9mm, a z uchwytu wystaje 5,9 cm pręta, czyli odpowiednia długość pozwalająca na swobodne używanie. Według producenta ma starczyć na około 12 000 użyć i nie zdziwiłbym się gdyby tak było. Podobnie jak w innych krzesiwach pręt wykonany jest ze stopu żelazowo-cerowego.

Iskrownik krzesze bardzo dobrze. Co prawda po dotknięciu nie wydaje się zbyt ostry, jednak został zaprojektowany tak, by tworzył iskry bez żadnych problemów. We wcześniejszej wersji zarówno iskrownik jak i jego uchwyt były wykonane z metalu. W nowszym modelu uchwyt jest wykonany z tworzywa, dzięki czemu w zimie nie ma ryzyka przymarznięcia palców. Dodatkowym elementem iskrownika jest wbudowany gwizdek, przydatny w sygnalizacji oraz zwiększający szanse na bycie uratowanym w wypadku sytuacji awaryjnej.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Uchwyt jest zbliżony kształtem do plastikowej części iskrownika – krótki, ale równocześnie wygodny. Na początku obawiałem się tego, że w związku z wyprofilowaniem pozwalającym na jeden rodzaj chwytu, pręt będzie wycierał się tylko z jednej strony. Po pewnym czasie odkryłem jednak coś, co rozwiało moje obawy – pręt można wyjąć i przekręcić, tak aby odpowiednia strona była zawsze dostępna.

UWAGA! Ten tekst dostępny jest w formie, w której został oryginalnie opublikowany na naszej starej stronie – wanderer.net.pl. Nie zdążyliśmy jeszcze odświeżyć go do poziomu prezentowanego przez inne recenzje na GI, także jakość tekstu i zdjęć może odstawać od poziomu prezentowanego przez resztę strony, a na końcu brakuje oceny.

Zdecydowanie polecam krzesiwo Light My Fire Army, jak najbardziej jest ono warte zakupu. Relacja jakości do ceny jest bardzo dobra, Warto dodać, że mądrym pomysłem będzie zastąpienie dołączonej linki dłuższą, oraz wymiana plastikowego elementu z jej końca, gdyż po pewnym czasie potrafi odpaść.

~Wojtek

Related Post

About the Author

Jawor

Po górach łażę od kiedy zacząłem chodzić. O goretexach, neoshellu i innym sprzęcie mógłbym, rozmawiać godzinami. Chodzę po jaskiniach, jestem instruktorem harcerskim, wciąż szukam idealnego plecaka i kieruję Gear Insiderowym przedsięwzięciem.

Last updated on

Dodaj komentarz